Wywiad z Andrew Cutlerem przeprowadzony przez Marka Schauss

Nagrany we wrześniu 2008 roku

http://labinterpretation.com/content/track01-mark-schauss-andrew-cutler

Prawa autorskie do wywiadu posiada Mark Schauss

Schauss: Witam w programie Laboratory Medical Update. Nazywam się Dr. Mark Schauss, w studio jest dzisiaj ze mną Dr. Andrew Cutler. Dr. Cutler ukończył studia w zakresie fizyki na University of California i uzyskał doktorat z chemii na Princeton University. Jest właścicielem licznych patentów i profesjonalnym inżynierem. Jego obszar badawczy obejmował wszystko od alternatywnych źródeł energii do technologii kosmicznej, zanim zajął się kwestią zdrowia. Napisał dwie książki: „Amalgam Illness: Diagnosis and Treatment” oraz “Hair Test

Interpretation: Finding Hidden Toxicities”, które można nabyć przez www.noamalgam.com albo przez Amazon. Witam pana, doktorze Cutler!

Cutler: Cześć. Dziękuję.

Schauss: OK, zaczynamy. Doktorze Cutler, kwestia związku albo jego braku między tiomersalem w szczepionkach a autyzmem przykuwa ostatnio uwagę mediów. Autorzy licznych publikacji twierdzą, że nie ma takiego związku. Czy skomentuje to pan?

Cutler: Wiele innych publikacji potwierdza ten związek. Najświeższy przykład to praca DeSoto i Hitlan w Journal of Child Neurology, listopad 2007, ukazująca, że dane dotyczące poziomu rtęci we krwi i objawów autystycznych jasno potwierdzają, że rtęć powoduje autyzm. Ponadto medycyna stała się w zasadzie sztuką wyzwoloną i gdy zajrzy się na takie miejsca jak strona internetowa University of Washington Medical School można się zorientować, że lekarze nie chcą być technikami. Chcą być przedstawicielami sztuk wyzwolonych. Prowadzi to do sytuacji, że badacze naukowi są niezdolni do prowadzenia badań nad niebezpiecznymi chemikaliami i ich wpływem na ludzi. Nie jest to coś, co potrafiłby przedstawiciel sztuk wyzwolonych. Nie oczekujemy od niego właściwego zastosowania i zrozumienia statystyki. A zatem, jeżeli naprawdę wczytać się w wiele z tych badań, streszczenia i wnioski po prostu nie odpowiadają danym.

 

Schauss: Inne ważne pytanie brzmi: jak może istnieć tyle artykułów potwierdzających zupełnie przeciwne wnioski w tym temacie?

 

Cutler: Tak naprawdę wyjaśnienie jest bardzo proste. Pracę badawczą wykonujesz tylko wówczas, jeśli wiesz co robisz. Większość lekarzy nie ma takich doświadczeń. Potrzebny jest do tego doktorat. Gdy przygotowywałem swoją dysertację, tak samo jak większość kolegów powtarzałem eksperymenty po dziesięć razy, aby ustalić, co zrobiłem nie tak przez pierwsze dziewięć razy i modliłem się, aby za dziesiątym razem wyszło! Najogólniej mówiąc, jeśli chodzi o temat badań na ludziach, to z powodów etycznych masz dostęp tylko do strzępków informacji i jest bardzo łatwo uzyskać dane, które wydają się w porządku, ale jeśli się przez nie przegryziesz, okaże się że nie odzwierciedlają rzeczywistości – wystąpił jakiś błąd systemowy. A potem ludzie biorą te dane, które mogą ale nie muszą cokolwiek znaczyć i stosują wobec nich narzędzia statystyczne. Ale te narzędzia stosuje się tylko wobec losowych błędów, do różnych pomiarów, do rozmiaru grupy kontrolnej. Nie pomogą na błędy systemowe takie jak „czy podmioty pochodziły z właściwej grupy?”, „czy miałeś może pecha, bo ludzie których wybrałeś, byli atypowymi przykładami populacji kontrolnej?” – itp. A potem pojawia się problem sztuk wyzwolonych. Artykuł, o którym wspomniałem (DeSoto) pochodził od jakichś psychologów, którzy akurat znali się na statystyce i przeczytali oryginalny artykuł Ip, Wonga i innych z 2004 roku, którzy twierdzili, że udowodnili, iż rtęć nie powoduje autyzmu. W rzeczywistości niewłaściwie zebrali dane, źle wyliczyli statystykę z tych danych i uzyskali błędne liczby. A psychologowie byli na tyle skrupulatni, że przeliczyli te liczby i uświadomili sobie, że w tym artykule nie ma racji – wnioski nie pochodziły od zebranych danych – i skontaktowali się z autorami artykułu. Nie chcę, aby ktoś pomyślał, że krytykuję Ip i Wonga bo – w przeciwieństwie do wielu innych badaczy, z którymi się kontaktowałem i którzy mówili „och, opublikowaliśmy to i już, idź skocz z mostu” – oni powiedzieli „oczywiście, przekażemy swoje dane każdemu, kto zechce zweryfikować nasze badania”. A DeSoto i Hitlan stwierdzili, że do sprawozdania z badań wkradły się literówki. Przeliczyli to ponownie i przedyskutowali, co oznaczały poprzednie i aktualne wyniki. I w efekcie szeroko cytowany artykuł, który miał pokazać że rtęć nie powoduje autyzmu, tak naprawdę pokazał, że rtęć powoduje autyzm – tylko ludzie niedokładnie go czytali!

Mamy zatem gromadę ludzi, którzy bawią się w “ślepca i słonia” i agencje to finansujące, które mają swoje interesy, niekoniecznie związane z medycyną. Jeśli chodzi o medycynę, mamy Narodowy Instytut Zdrowia (NHI), Centrum Chorób Zakaźnych (CDC) i agencję dopuszczającą do obrotu leki (FDA), dla których – gdyby się okazało, że tiomersal spowodował autyzm – byłby to wielki polityczny cios. Oni zatem płacą ludziom, którzy dochodzą do przeciwnych wniosków. Odbiorcy grantów w różnych obszarach – było tak, gdy ja sam pracowałem na kontrakty – wiedzą, co mają udowodnić. Nie jest to czymś dziwnym w medycynie. Większość z nich udowadnia to, co mają udowodnić. Czasami dane wspierają te wnioski, a czasami nie. W większości przypadków, wysoka na metr sterta artykułów, które dowodzą czemuś przeciwnemu, zostaje streszczona do strony czy dwóch w podręczniku, a kontrowersje wymierają w następnym pokoleniu. W międzyczasie trzeba czytać artykuły w całości, a nie ich streszczenia, a także porównywać je z własnym doświadczeniem a także z doświadczeniami pochodzącymi z wiarygodnych źródeł, od osób, w których artykułach jest dokładnie to, czego sami doświadczyli, aby móc samemu zdecydować, która z tych stert artykułów zasługuje na większe uznanie. A czytanie artykułów medycznych to sztuka. Potrzeba wiele doświadczenia technicznego, aby naprawdę wczytać się w część zawierającą opis eksperymentu i zrozumieć „czy to wynika jedno z drugiego?”, „czy tak się mogło naprawdę zdarzyć?”, „czy nie lepiej po prostu zignorować ten artykuł?” – jeśli nie można domyślić się, co tak naprawdę zrobiono. I w tym kontekście lekarze powinni robić to, za co są najbardziej krytykowani – polegać na dowodach anegdotycznych. Dowody anegdotyczne to podstawa całej nauki, bo jest to obserwacja. „To widziałem”. To tak jak dowód przed sądem: „Ja to widziałem” kontra „ktoś powiedział mi, co widział”.

Z tego wynika, że prawdopodobnie zobaczymy kolejny metrowy stos artykułów polemizujących z tym, czy tiomersal powoduje autyzm czy nie, podczas gdy aktualnie istnieją wszelkie dowody na to, że powoduje. To typowe dla historii nauki i medycyny: wiele czasu wymaga, aby zakończyć debatę.

Schauss: Zatrucie rtęcią wydaje się być w centrum pańskich badań i publikacji. Dlaczego rtęć, doktorze Cutler?

Cutler: Ludzie mogą zostać zatruci na różny sposób. I wszystkie rodzaje zatruć znajdują się wśród klinicznych przypadków, z którymi lekarze mają do czynienia. Z powodu unikalnych własności rtęci, jej przydatności do celów medycznych i technologicznych i braku zrozumienia indywidualnych odmienności biochemicznych – zatrucie rtęcią jest bardzo prawdopodobne. Ponadto z powodu tego, co można określić jako nieracjonalny, niezgodny z nauką dogmat praktyki medycznej, ludzie zatruci rtęcią zwykle nie są diagnozowani wystarczająco wcześnie, więc ich stan się pogarsza zanim trafią do lekarza, który właściwie ich zdiagnozuje. Nadto, ze wszystkich metali rtęć ma najbardziej różnorodne efekty kliniczne, zależne od biochemii konkretnej osoby. To znacznie utrudnia diagnozę, jak również leczenie, gdyż wymaga zastosowania licznych interwencji w celu pomocy zatrutemu pacjentowi. Inne powszechne toksyny to ołów i arszenik; niezbyt powszechne to bizmut, beryl, tal i platyna. Lekarz długo praktykujący zetknie się z nimi wszystkimi. Toksyny, które powodują wiele zamieszania to antymon i aluminium, które są zwykle podwyższone u osób zatrutych rtęcią ale rzadko stanowią podstawową przyczynę zatrucia i organizm oczyszcza się z nich, gdy wydalona zostanie rtęć.

 

Schauss: W pana książce, Hair Test Interpretation: Finding Hidden Toxicities, którą wszyscy nasi słuchacze powinni nabyć na www.noamalgam.com, mówił pan o metodologii opartej na statystyce, która pomoże zinterpretować badanie włosa wykonane w Doctor’s Data, nazywając to regułami obliczeniowymi (“the counting rules”). Moje pytanie brzmi: po co potrzebne są te reguły, czym one są, jak działają i co mogą nam powiedzieć?

 

Cutler: Rtęć jest wyjątkowa spośród innych pierwiastków toksycznych, gdyż powoduje zaburzenia transportu wszystkich minerałów przez membrany komórkowe. To oznacza, że jest wiele osób zatrutych rtęcią, u których poziom rtęci we włosach, krwi czy moczu będzie normalny albo niski. Nie można zbadać tylko poziomu rtęci i określić, czy ktoś jest zatruty czy nie. Gdyby to było takie łatwe, lekarze pierwszego kontaktu mogliby to zbadać i leczyć. Reguły obliczeniowe  to sposób określenia zaburzeń transportu charakterystycznych dla zatrucia rtęcią. Składają się z kilku prostych reguł do obliczenia wyniku w zależności od tego, gdzie znajdują się podziałki na wyniku badania włosa. Na przykład na teście Doctor’s Data Hair Elements, jeżeli pięć lub mniej podziałek w dziale “essential elements” jest po prawej stronie, to wskazuje na duże prawdopodobieństwo zaburzeń gospodarki minerałami. Tak samo jest, jeżeli cztery albo więcej podziałki są na czerwonym polu. Najtrudniejsze jest policzenie, czy jedenaście albo mniej podziałek jest na białych i zielonych polach w środku, zawsze muszę to dokładnie policzyć zamiast szacować wzrokiem. Jak to wszystko liczyć, jest krok po kroku opisane wraz z przykładami w mojej książce o interpretacji badań włosa. (Możecie przeczytać o niej na www.noamalgam.com/hairtestbook.html.) Kiedy gospodarka minerałami jest zaburzona z powodu zatrucia rtęcią, poziomy innych pierwiastków same w sobie nic nie znaczą, chociaż niskie stężenia mają pewne znaczenie. Dlatego osoby zatrute rtęcią często są niewłaściwie diagnozowane z powodu naiwnej interpretacji wyników badań włosa. Jeżeli wystarczyłoby wyłącznie spojrzeć na to co jest “wysoko” i “nisko”, nie trzeba by było mieć dyplomu lekarza, bo każdy mógłby to zrobić. Kiedy gospodarka minerałami jest prawidłowa, wartości danych pierwiastków coś znaczą i trzeba zwracać uwagę na podwyższone wartości wszystkiego, co może być toksyczne. Książka opisuje też, jak poradzić sobie, gdy wyniki testu są niejasne. Jest w niej dokładny opis, jak poszczególne minerały wpływają na organizm i co oznaczają wyniki badań. Na przykład, cynk i wapń we włosie wzrastają, kiedy jest ich niedobór. W książce znajduje się też opis objawów nadmiaru i niedoboru oraz toksyczności wszystkich badanych pierwiastków.

Testy laboratoryjne to nie jest jakiś magiczny sposób na dotarcie do prawdy ostatecznej. Dodają po prostu pewne informacje do tego, co lekarz ustali w drodze wywiadu, badania i obrazu klinicznego. Jako, że zatrucie rtęcią jest łatwo mylone z innymi problemami z powodu specyficznego obrazu klinicznego, badanie włosa jest bardzo pomocne. Inne toksyny mogą być podobne. Na przykład osoby zatrute miedzią i rtęcią mają podobne objawy i na przykład kobiety z objawami napięcia przedmiesiączkowego mogą być zatrute miedzią albo też rtęcią. Badanie włosa odróżni zatrucie rtęcią od zatrucia miedzią i od zatrucia rtęcią i miedzią, a wszystkie te zatrucia inaczej się leczy. Jako, iż określa się w nim poziom 39 pierwiastków, badanie włosa to doskonałe narzędzie. Pozwala szybko wykluczyć diagnozy w sytuacji, kiedy jest jasne, że istnieje problem zatrucia, a potrwałoby wiele godzin wykluczenie innych diagnoz w drodze badania klinicznego.

Jedną z takich sytuacji, gdzie istotne jest wykluczenie innych chorób jest sytuacja, gdy objawy występują nagle, są bardzo różnorodne, czasem są następstwem nagłych zdarzeń, jak np. wypadek samochodowy. Niektórzy pacjenci mają powypadkowe uszkodzenia ciała. Inni są zatruci w stopniu, który był niezauważalny kliniczne aż doszło do stresu wywołanego wypadkiem.

Inną sytuacją jest taka, kiedy pacjent nie może dobrze opisać ani przypomnieć sobie objawów z powodu choroby psychicznej czy zaburzeń rozwojowych.

Ważne jest, aby pamiętać o tym, co oznacza „norma” w testach laboratoryjnych: przy każdym wskaźniku jedna osoba na 20 ma wynik wysoki albo niski. Dlatego interpretując wynik badań włosa, gdzie występuje 39 analizowanych wartości, potrzeba statystycznego podejścia i reguł obliczeniowych aby uniknąć leczenia stanu, który dla danej jednostki jest czymś normalnym.

Schauss: Rozumiem, że często stwierdza Pan, iż testy prowokacyjne z moczu, które mają zbadać obciążenie metalami ciężkimi, są nieprzydatne i nie powinny być rutynowo stosowane. Dlaczego?

Cutler: Stosujemy je z powodów, które nie mają żadnej wartości diagnostycznej. Nikt nigdy nie czyta literatury na temat testów prowokacyjnych, ludzie czytają tylko streszczenia w PubMed. Gdyby naprawdę zapoznali się z literaturą, dostrzegliby tuziny osób, które były całkowicie zdrowe a miały bardzo wysokie wyniki w porównaniu do jakichkolwiek innych wyników obserwowanych w gabinetach lekarzy medycyny alternatywnej. Jeśli wykona się test prowokacyjny u zdrowej osoby i u osoby zatrutej, wyniki są nie do odróżnienia; nie można stwierdzić na podstawie tego, że „wszystko ponad dany wynik oznacza zatrucie, a wszystko poniżej – brak zatrucia”. Poza nieprzydatnością diagnostyczną testy prowokacyjne charakteryzują się znacznym ryzykiem. Nie ma żadnych podstaw, aby akceptować takie ryzyko i nie otrzymać w zamian żadnych informacji. A zatem jedynym powodem stosowania takich testów jest według mnie sytuacji, kiedy firmy ubezpieczeniowe opłacą leczenie tylko, gdy przeprowadzony zostanie test prowokacyjny. Nie jest on przydatny diagnostycznie. Obarczony jest ryzykiem. Jest wiele innych sposobów na zdobycie przydatnych informacji.

Schauss: W swojej książce “Amalgam Illness”, którą szczerze polecam, pokazuje Pan protokół usuwania rtęci, wobec którego jest Pan bardzo zasadniczy. Postuluje Pan niskie dawki kwasu alfa-liponowego i doustnego DMSA podawane co cztery godziny. Inni mówią, że schemat podawania co osiem godzin jest łatwiejszy i równie skuteczny. Dlaczego Pana protokół jest lepszy od innych?

Cutler: Ponieważ mój sprawia, że ludzie czują się lepiej, a inne sprawiają, że ludzie często czują się okropnie i nieodwracalnie gorzej. Jest oparty na fundamentalnych prawach natury, które rządzą substancjami chemicznymi używanymi przez ludzi. Nie jest oparty na tym, jak duże mamy za sobą doświadczenie zawodowe. W zasadzie najprostszy protokół chelatacji jest opisany na tylnej stronie mojej książki o interpretacji włosa. „Amalgam Illness” dotyczy milionów innych symptomów, których nie ma w „Hair Interpretation”. Książka o badaniach włosa to – w uproszczonym opisie – chelatacja, parę innych informacji, wiele przykładów badań włosa. Kwas alfa-liponowy jest najsilniejszym dostępnym chelatorem. Nie jest dobrze opisany w literaturze anglojęzycznej, a umiejętność czytania po rosyjsku wymaga pewnej wiedzy chemicznej. Kinetyka kwasu ALA, DMSA, DMPS jest doskonale zbadana w organizmach ludzkich (przy DMSA również u dzieci). Jeśli spojrzycie na jakąkolwiek standardową książkę o medycynie (Goodman and Gilman’s The

Pharmacological Basis of Therapeutics; or Harrison’s [Principles] of Internal

Medicine; or Goetz’ Textbook of [Clinical] Neurology), będzie tam opisane, jak często podawać lek. W jaki sposób to określić: należy ustalić, jaki jest jego okres półrozpadu i dawać go według tego okresu. Im większe znaczenie mają fluktuacje w poziomie leku we krwi, tym bardziej trzeba trzymać się schematu. Jeżeli fluktuacje mają mniejsze znaczenie, można zmieniać okres podawania leku według wygody. Podstawowe własności farmakologiczne kwasu alfa-liponowego wymagają, aby był on podawany co trzy lub cztery godziny. Trzeba to robić w ten sposób: taki sposób podawania usuwa rtęć z organów wewnętrznych i centralnego układu nerwowego. Podawanie leku rzadziej często prowadzi do koncentracji rtęci w organach wewnętrznych i centralnym układzie nerwowym.

Jedną z rzeczy niedocenianych w medycynie z powodu braku badań technicznych i ilościowych (na korzyść sztuk wyzwolonych, tak by wyuczyć uprzejmych lekarzy) to umiejętność analizy masowej i oszacowania, gdzie znajduje się rtęć (albo ołów albo cokolwiek innego) u osoby zatrutej. W zasadzie gdy pacjent jest zatruty rtęcią, rtęć znajduje się w całym jego ciele, a większość organów jest bardzo podatna na działanie rtęci. A zatem występuje sytuacja, w której ktoś może mieć w sobie 5 albo 10 miligramów rtęci i tylko 100 mikrogramów we wrażliwej części mózgu. Jeśli podasz temu pacjentowi ALA, DMSA czy DMPS według nieprawidłowego schematu (na przykład kwas ALA czy DMSA trzy razy dziennie czy DMPS dożylnie raz w miesiącu czy co drugi dzień), zwiększysz jego wydalanie z tkanki łącznej, przestrzeni międzykomórkowej czy mięśni, ale doprowadzisz do koncentracji w mózgu czy wątrobie. A zatem pacjent, poprzez taki transport rtęci będzie bardziej chory niż wcześniej, pomimo że wydali pewną część rtęci. Aby zapobiec tej redystrybucji, należy podawać chelatory według okresu półrozpadu albo częściej. Dla ALA jest to trzy lub cztery godziny, dla DMSA są to cztery godziny. Dla DMPS jest to osiem godzin. Te kwestie różnią się indywidualnie, zawsze znajdzie się ktoś, u którego ten okres będzie krótszy i u nich sprawdzi się częstsze podawanie – jeśli będzie mniej częste, może im się pogorszyć.

Wielu lekarzy, którzy zalecają podawanie chelatora co 8 godzin albo trzy razy dziennie czynią to raczej dla wygody lekarza a nie pacjenta, bo lekarze, którzy nie do końca rozumieją dlaczego trzeba podawać inaczej albo którzy nie mają w sobie uprzejmości, muszą wykłócać się z pacjentem o to, że „tak, trzeba też wstawać w nocy”. A to kosztuje, bo nie mogą policzyć sobie ekstra wynagrodzenia za czas spędzony na kłótniach z ludźmi. Ale tak naprawdę, jeśli lekarz dobrze to zrozumie, nie jest to problemem. Lekarze, z którymi współpracuję, mówią zwykle coś takiego: „czy wstaje Pan w nocy to toalety?”, ludzie odpowiadają: „Tak” i wówczas lekarze mówią: „cóż, więc do wzięcia leku też trzeba będzie się obudzić, ale nie trzeba będzie wstawać ani nawet siadać, tylko przygotować sobie tabletkę i szklankę wody na stoliku, połknąć tabletkę, obrócić się na drugi bok – to żaden kłopot.” Ludzie będą tak robić.

 

To, czego nie można zmienić i jest podyktowane prawami natury, to częstotliwość podawania chelatora. Jest to konkretna liczba dla każdego chelatora i nie ma sposobu na zmianę tej liczby. Jeśli usłyszycie, że ktoś twierdzi, iż dla tych chelatorów okresy półrozpadu są inne, zignorujcie wszystko co ci ludzie mówią – są tak niezorientowani, że nie wiedzą nawet co oznacza „okres półrozpadu”! To fundamentalne prawo natury określa, jaki jest okres półrozpadu dla ssaków.

 

To, co można zmienić to: rodzaj użytego chelatora, wielkość dawki, jak często go używasz w sensie długości trwania cyklu. Empirycznie ustalono, że ludziom poprawia się przy cyklach trzydniowych i dłuższych. W teorii można zacząć rano, brać dawki do wieczora, przestać na noc i zacząć od nowa – osoby które rak robią, stają się jeszcze bardziej chore. Osoby, które biorą poranną dawkę, biorą je przez cały czas aż do wieczora dnia trzeciego – czują się lepiej. Długość cykli i okresu przerwy między nimi to kwestia empiryczna, zależna od tolerancji danej osoby. Dlatego mówię, aby przeprowadzać to w cyklach (brać przez kilka dni, potem przerwać itd.) gdyż niemal całe doświadczenie z chelatacją na tym się opiera i nie sądzę, aby było sensownym zmieniać wszystko, jako że nie ma zbyt wiele doświadczenia z ciągłą chelatacją. W niektórych przypadkach, gdy ludzie czują się dużo lepiej na chelatacji i powstrzymuje ona pewne uciążliwe objawy, nie było problemu z ciągłą chelatacją. Ale nie jest to powszechnie polecane przez literaturę i w praktyce klinicznej i nie polecam takiego rutynowego działania.

Jak mówiłem, ALA oczyszcza mózg i organy wewnętrzne. DMPS ma dostęp tylko do przestrzeni międzykomórkowej. Nie wyprowadzi rtęci z mózgu. Może przynieść ulgę na wiele sposobów, bo wiele objawów spowodowane jest przez rtęć w reszcie organizmu u średnio zatrutej osoby. Ale dla pełnej, całkowitej ulgi musisz użyć ALA. Jest to najskuteczniejszy chelator – używanie DMPS czy DMSA nie jest niezbędne, choć bardzo pomocne.

Jeśli jesteś zatruty innym niż rtęć metalem, trzeba dobrać właściwy chelator. Może zauważyliście, że nie wspomniałem o najpopularniejszym chelatorze, EDTA. Jest tak dlatego, że nie pomaga on na zatrucie rtęcią, a często szkodzi. Dla innych zastosowań jest przydatny, pomaga na miażdżycę naczyń krwionośnych, ale jeśli ktoś ma problem z rtęcią, nie należy stosować EDTA. Jeśli ktoś jest zatruty ołowiem, najlepiej użyć DMSA, bo DMPS nie odtruwa z ołowiu. Ale DMPS jest za to pomocny w przypadku każdego innego zatrucia. Daje najmniej skutków ubocznych. Jest wygodny, bo bierze się go co osiem godzin. Ważne jest, aby pamiętać okres dawkowania zgodny z prawami natury – co osiem godzin nie oznacza trzy razy dziennie, trzeba te okresy odmierzać zegarkiem. Co trzy godziny nie znaczy osiem razy dziennie, co cztery godziny to nie sześć razy dziennie, trzeba obliczać ten czas według zegarków.

Schauss: Słyszymy, że opisuje Pan raczej doustne chelatory, dlaczego nie dożylne?

Cutler: [wzdycha] Z dwóch bardzo dobrych powodów, pierwszy to taki, że absorpcja wszystkich tych chelatorów przez podawanie doustne jest bardzo dobra i nie ma powodu, aby je wstrzykiwać. Drugi powód jest w zasadzie bardzo interesujący, gdyż dlatego podaje się je często, aby zapobiec zbyt wysokim i niskim koncentracjom we krwi. Kiedy podajesz chelator doustnie, wchłania się on w ciągu godziny czy dwóch i to przesuwa w czasie szczyt absorpcji i przedłuża efektywny okres półrozpadu (kontra teoretyczny okres półrozpadu). A jeśli je wstrzykniesz, bardzo wysoka koncentracja chelatora we krwi będzie miała miejsce tuż po wstrzyknięciu, a potem nagle opadnie on i – o ile nie chcesz zastrzyków co trzy, cztery, sześć czy osiem godzin, czego chyba nikt by nie chciał – nie będziesz podawać chelatora dostatecznie często. A zatem ja wolę podawać je doustnie (albo przezskórnie, chociaż przez to może być więcej efektów ubocznych) zamiast dożylnie. I nawet ludzie z problemami trawiennymi radzą sobie bardzo dobrze przy podawaniu doustnym.

Schauss: Na koniec proszę powiedzieć, jakie inne badania są pomocne przy leczeniu osób zatrutych?

Cutler: Poza innymi testami właściwymi dla danego przypadku, pomocna jest według mnie morfologia krwi z rozmazem. Dość częste są problemy z anemią spowodowaną niedoborem żelaza albo niewłaściwą metylacją, czasem są inne problemy, bywa też neutropenia. Badanie poziomu ferrytyny jest dość użyteczne. Sugeruję osobom, które skarżą się na jakikolwiek rodzaj bólu, letargi, brak motywacji lub popędu, aby zbadały poziom testosteronu. Trzeba go porównać do norm właściwych dla wieku, a nie do norm laboratoryjnych, które są dobre dla 85-latków. U kobiet, prawie zawsze są problemy hormonalne i niezbędny jest panel hormonów płciowych. Cokolwiek, co pozwoli na wyrównanie poziomu hormonów sprawi, że poczują się znacznie lepiej. Bardzo często pacjenci mają problemy z tarczycą, więc pomocne są badania ft3/ft4/TSH. Jeśli wolą, mogą zrobić T3/T4/TSH. Badanie kwasu mocznikowego w osoczu jest bardzo pomocne. Jest obniżony przy zatruciu większością metali ciężkich, a podwyższony przy zatruciu ołowiem. Więc u osoby zatrutej rtęcią, poziom tego kwasu będzie zwykle poniżej 4 [mg/dL]; poczują się lepiej, jeśli podasz im dużo molibdenu. Jeśli są zatruci rtęcią, wynik będzie ponad 6 – może nie być bardzo wysoki, ale wtedy nie trzeba podawać molibdenu, tylko należy podejrzewać zatrucie ołowiem i podawać DMSA.

Inne badania rzadko są użyteczne i raczej odradzam je pacjentom, ale kierując się zaszłościami historycznymi, lekarze często je przepisują. Badanie musi być powiązane z różnymi objawami. Z mojego doświadczenia wynika, że lekarze – mając realistyczny pogląd na temat miałkości swoich umiejętności klinicznych – w dużej mierze polegają na badaniach laboratoryjnych, bo nie wiedzą jak często laboratoria mogą się pomylić i jak mało te wyniki mogą znaczyć [śmieje się]… Ja poświęcam wiele czasu na zachęcanie lekarzy, aby polegali na swoich umiejętnościach badania klinicznego i gdy zobaczą jakiś objaw, który zaprzecza wynikom badań, aby uwierzyli w to, co widzą (poza badaniem włosa, które jest według mnie doskonałe na początek – wspaniałe narzędzie diagnostyczne – pamiętajcie że nie można badać farbowanych włosów lub włosów po trwałej -  osoby z długimi włosami muszą obciąć je przy samej skórze – możesz wykorzystać inne włosy na ciele jeśli nie są farbowane i trzeba pamiętać tylko, aby uwzględnić kiedy urosły; możesz wykorzystać włosy łonowe – wyniki będą wiarygodne, widziałem wiele badań na włosach łonowych i wyniki były identyczne jak badanie włosa z głowy. Nie widziałem wystarczająco wiele badań na włosach spod pachy, aby stwierdzić czy wyniki są wiarygodne, ale podejrzewam że tak jest.)

Ale tak naprawdę to bardzo proste – morfologia, badania hormonów tarczycy, poziom kwasu mocznikowego w osoczu i wyżej wymienione hormony. U ludzi chudych i znerwicowanych należy również zbadać hemoglobinę A1c i stwierdzić, czy nie jest za niski jej poziom i czy nie są oni na granicy niewydolności nadnerczy. Ale jeśli pacjent jest chudy, znerwicowany i skupiony na sobie samym – w zasadzie nie trzeba badać, czy wymaga wspomagania nadnerczy.

Schauss: Pomyślałem, że zainteresuje też naszych słuchaczy kwestia rtęci i porfiryn w moczu.

Cutler: To naprawdę interesująca kwestia. Wiem coś na ten temat. Powstała na ten temat fascynująca literatura. A zatem udzielę długiej odpowiedzi, ale zacznę od krótkiej i ją rozwinę.  Krótka odpowiedź brzmi następująco: bardzo ograniczona wartość diagnostyczna z powodu wysokiego stopnia fałszywych wyników negatywnych. A przyczyną tego jest fakt, że w laboratorium prawdziwy „łańcuch analiz” rozpoczyna się, gdy mocz jest jeszcze w kanałach moczowych. Gdy spotka się z powietrzem, tak naprawdę już wówczas zaczynają się badania i od tego momentu aż do ostatecznych wyników, wszystko ma wpływ na rezultaty. Na większość badań z moczu nie ma to większego wpływu. Problem z porfirynami jest taki, że są one bardzo wrażliwe na oksydację przez powietrze i światło, a zatem jeśli oddasz mocz do wiaderka w pokoju ze światłem fluorescencyjnym, to do czasu gdy weźmiesz pojemnik i przelejesz go do pojemnika i włożysz do lodówki – połowa materiału badawczego przepadła! I to jest poza kontrolą laboratorium – oni nie mogą nic z tym zrobić, sprawdzić tego, wiedzieć co się stało. Jeśli dostarczysz mocz do laboratorium i technik wcześniej nie wykonywał tego testu, w instrukcji ma napisane, że mocz musi być dobrze wymieszany. Jeśli potrząśnie pojemnikiem, zamiast go delikatnie poruszyć w przód i w tył – to potrząsanie zniszczy kolejną część materiału badawczego. Jeśli zrobi to w pokoju ze światłem fluorescencyjnym, zniszczy kolejną połowę. A zatem może być osoba, która ma wysoki poziom porfiryn, a u której badania wyjdą w normie i nie jest to wyjątkowa sytuacja. Jest to zatem bardzo dobry test, jeśli masz zawsze świadomość, że wynik w normie – nawet powtórzony – może być błędny i może być fałszywie negatywny – zawsze są testy fałszywie pozytywne i negatywne, ten ma po prostu ogromnie duże prawdopodobieństwo fałszywej negatywności.

Jest badanie Woodsa et al. 5-karboksyporfyriny specyficznej dla rtęci, badanej aktualnie przez Laboratoire Philippe Auguste we Francji – teoretycznie jest to właściwy test, specyficzny dla rtęci,  ale nie jest dla mnie jasne, co oznaczają ich zakresy referencyjne, co budzi kolejne pytania… Jednakże co do zasady laboratoria głównego nurtu zawsze oferowały badania porfiryn w moczu i jeśli przyjrzeć się tym badaniom, choć nie są specyficzne dla rtęci, jeśli podwyższone są koproporfiryny, pacjent ma rzadką porfirię genetyczną, którą łatwo można wykluczyć. Albo jest to porfiria spowodowana zatruciem, jeśli podwyższona jest uroporfiryna i koproporfiryna – to może oznaczać tylko porfirię spowodowaną zatruciem. Są cztery choroby, które można tym testem wykluczyć oraz 30-40 toksyn, większość nich to metale ciężkie. A zatem, jeśli w badaniu wyszła porfiria spowodowana zatruciem, można szybko wykluczyć parę chorób. Problemem jest to, że nie możesz zdiagnozować w pełni niczego za pomocą tego testu, bo często bywa fałszywie negatywny. W Amalgam Illness opisuję, jak zebrać próbkę i jak się z nią obchodzić, jeśli ktoś chce wykonać ten test. Najlepsze by było, gdyby lekarze sami nauczyli się jak to zrobić i uczyli tego pacjentów oraz pisemnie dawali laboratoriom instrukcje, a pacjent sam przygotowywałby próbkę. Nawet wtedy będą wyniki fałszywie negatywne. Nadto jeśli zbadasz poziom porfiryn we krwi, wielu pacjentów – który mają porfirię spowodowaną zatruciem – będą mieli je lekko podwyższone – ale trudno jest zbadać poziom porfiryn we krwi, nie jest to powszechnie dostępny test. Jeśli martwisz się genetyczną porfirią, należy pamiętać że: w porfiriach genetycznych wynik zwiększony jest około 10 razy powyżej normalnych limitów albo i więcej. Typowo, u chorych występują objawy jako pewne epizody, a poza nimi czują się dobrze. Są dobrze opisane i zbadane czynniki wyzwalające objawy. W porfirii spowodowanej zatruciem, wynik jest podwyższony zwykle 2-4 krotnie i za każdym razem jest taki sam – nie rośnie ani nie maleje. Objawy nie pojawiają się epizodycznie.

Co jest naprawdę interesujące w literaturze… to, o ile dobrze pamiętam, szwajcarskie badanie, które skupiło się na poziomie porfiryn w moczu u dzieci od momentu narodzenia do wieku 18 lat. Wykazano, że przez pierwsze 24 miesiące poziomy porfiryn rosły i malały w powiązaniu z podaniem rtęci w szczepionkach. Badacze stwierdzili, że są to naturalne wariacje związane z rozwojem, ale jest dużo bardziej prawdopodobne, że jest to spowodowane zatruciem poszczepiennym i ma wpływ na całą populację.

A więc, pomimo iż w pewnym sensie jest to użyteczny test, ma pewne ograniczenia kliniczne z powodu dużego prawdopodobieństwa wyników fałszywie negatywnych, które potrafią namieszać w głowie. Lekarze muszą pamiętać – jestem pewien, że większość nich o tym wie – że jak powiedzą pacjentowi: „och, proszę wykonać te badanie, może być wynik w normie ale to nic nie znaczy”, a wynik będzie w normie, pacjent powie „cóż, ten wynik dowodzi, że nie jestem zatruty rtęcią”, nawet jeśli ten wynik kompletnie o tym nie świadczy. A zatem, pomimo że dla lekarzy te badanie może być użyteczne, może osłabić ich zdolność do leczenia pacjenta, który zawsze może powiedzieć: „te inne badania nic nie znaczą, a ja nie jestem tak naprawdę zatruty”. Bo jedyne co powie taki test to to, że pacjent ma jeden z fałszywie negatywnych wyników.

Schauss: Cóż, doktorze Andrew Cutler, dziękuję za to, że podzielił się Pan z nami tymi informacjami i mam nadzieję na współpracę w przyszłości.

Cutler: W porządku. Dziękuję bardzo.

Transkrybowane przez Michaela Rossa, 28 września 2008

4. Chelatacja – porady praktyczne

Terapia chelatacyjna polega na podawaniu pacjentowi, u którego występuje obciążenie metalami ciężkimi, związków chelatacyjnych, które mają za zadanie usunąć metale ciężkie z organizmu.

Chelatory pojawiły się w medycynie po raz pierwszy po I wojnie światowej, podczas której zastosowano trujące gazy, zawierające m.in. arszenik. Pierwszy z chelatorów – dimercaprol, inaczej nazywany BAL zawierał atomy siarki, które były zdolne do wytworzenia silnych wiązań z arszenikiem, a następnie przenieść arszenik do układu krwionośnego i dalej – przez nerki i wątrobę – na zewnątrz organizmu. Taka terapia miała liczne efekty uboczne.

Po II wojnie światowej stwierdzono liczne przypadki zatrucia ołowiem u pracowników marynarki. Wówczas wprowadzono do użycia EDTA jako związek chelatujący ołów. W 1960 roku utworzono na bazie BAL związek chemiczny DMSA, który nie powodował już tak silnych efektów ubocznych. Aktualnie jest to najbardziej powszechny w Stanach Zjednoczonych związek używany do chelatacji rtęci, ołowiu i arszeniku.

W międzyczasie naukowcy Związku Radzieckiego opracowali kolejny związek chelatujący – DMPS. Sowieci prowadzili też badania nad kwasem alfa-liponowym (ALA), który w organizmie ulega transformacji w kwas dihydroliponowy i chelatuje rtęć i arszenik.

W oparciu o podejrzenie, iż autyzm spowodowany jest zatruciem metalami ciężkimi, chelatacja jest często stosowana w leczeniu autyzmu albo pod nadzorem lekarza albo przy użyciu powszechnie dostępnych środków. Istnieją różne protokoły chelatacji, oparte na różnych związkach chelatujących. Na tej stronie opisany zostanie tylko jeden taki protokół, który ma bardzo silne uzasadnienie naukowe i został opracowany przez biochemika i fizyka dr Andrew Hall Cutlera (doktorat z chemii na Uniwersytecie w Princeton w 1985 r., ukończona fizyka na Uniwersytecie Kalifornijskim w 1978 r., zarejestrowany jako inżynier w Kalifornii i Kolorado w 1995 r.)

Oto, co dr Andrew Cutler stwierdził w przedmowie do swojej książki „Amalgam Illness” (1999 r.):

„Lekarze – zarówno medycyny konwencjonalnej jak i alternatywnej – zwykle czekają, aż wydarzy się coś tak złego, że nie będziesz sobie umiał sam z tym poradzić. Potem wysłuchują opowieści o Twoich objawach, starają się odgadnąć co dolega i wysyłają Cię na testy, które mają to potwierdzić. Potem lekarz zagląda w swoją „książkę kucharską” po „przepis”, który ma Cię „naprawić”. Lekarze konwencjonalni przepisują zabiegi i lekarstwa, alternatywni – witaminy lub zioła. Ale podstawowa filozofa jest ta sama – użyj instrukcji obsług, aby naprawić to, co się zepsuło. Nie staraj się zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło. Nie rozważaj podłoża biochemicznego. Nie staraj się zapobiec pogorszeniu, zanim ono nastąpi. Nie próbuj niczego ponad to, co jest w instrukcji. To jest paradygmat współczesnej medycyny.

Ten paradygmat doprowadził do aktualnej katastrofy z rtęcią. Każdy człowiek myślący analitycznie, przeczytałby literaturę na temat rtęci i zdał sobie sprawę z tego, że miliony ludzi są narażonych na zatrucie rtęcią, a na tę ekspozycję narazili ich właśnie przedstawiciele służby zdrowia. Ale nie piszą o tym w większości instrukcji obsługi, więc służba zdrowia uważa, że to kontrowersyjny pomysł. Ich instrukcje mówią im, aby unikać wszelkich kontrowersji, więc nie badają dalej tej kwestii – posuwają się do tego, aby przekonywać chorych ludzi, że tak naprawdę są zdrowi, zamiast wykroczenia poza swoje instrukcje i rozważenia kontrowersyjnej diagnozy jak np. zatrucie rtęcią z plomb amalgamatowych.

Katastrofa spowodowana przez rtęć jasno pokazuje, że nadszedł czas na zmianę paradygmatu odwrócenie się od podejścia bezmyślnego posłuszeństwa dla instrukcji. Nadszedł czas na uwzględnienie zrozumienia podstawowej biochemii i naukowej metody rozwiązywania problemów w praktyce lekarskiej.

Posiadając doktorat z chemii, tytuł magistra fizyki, doświadczenie w rozwiązywaniu problemów praktycznych i w badaniach naukowych z zakresu chemii i inżynierii oraz rozległą wiedzę o biochemii i medycynie, mam nadzieję, że sprostam temu nowemu paradygmatowi. Opiera się on na postrzeganiu ludzkiego organizmu jako systemu, w którym biochemia reguluje metabolizm i wpływa na fizjologię. Nowy paradygmat polega na postrzeganiu choroby jako powolnego postępu od stanu zdrowia do śmierci a nie jako nagłego, widocznego wystąpienia objawów. Nowy paradygmat nie zastąpi medycyny konwencjonalnej ani alternatywnej, ale ulepszy je i rozwinie w tych obszarach, w których książki kucharskie nie zawierają jeszcze właściwych przepisów. Przewlekłe zatrucie rtęcią jest takim obszarem.”

Na temat chelatacji dr Cutler obszernie wypowiada się w tym wywiadzie.

Mechanizm chelatacji opisany przez dr A. Cutlera znajduje swoje potwierdzenie w innej literaturze naukowej, np. „Wpływ tioli, dwutioli i wchodzących w interakcje ligand na toksyczność rtęci”, James P.K. Rooney.


Protokół chelatacji według dr Andrew Cutlera

Uwagi ogólne:

- pomimo tego, iż protokół zakłada stosowanie bardzo małych dawek przy dużej częstotliwości podawania, obserwuj dokładnie swoje dziecko podczas chelatacji, w miarę możliwości wykonuj kontrolne badania (morfologia krwi, próby wątrobowe) aby kontrolować w szczególności poziom białych krwinek i funkcje wątroby

- nie próbuj chelatować rtęci, jeśli dziecko ma jakiekolwiek plomby amalgamatowe ani też nie narażaj dziecka na ekspozycję na rtęć podczas chelatacji

Związki chelatujące używane w protokole

- kwas alfa-liponowy (ALA), który jako jedyny ma możliwość przekroczenia bariery krew-mózg i wydostania rtęci z mózgu oraz innych tkanek organizmu, jest niezbędnym elementem chelatacji

- kwas 2,3-dimerkatobursztynowy (DMSA), dostępny bez recepty w zagranicznych sklepach z suplementami

- dimerkaptopropanosulfon (DMPS), dostępny na receptę w zagranicznych aptekach

Dawki chelatora:

Dawka to 1/4 do 1 mg DMSA i/lub ALA na kg wagi ciała. Dziecko ważące 20 kg powinno zatem zacząć od dawki 5-20 mg, przy czym oczywiście rekomendowane są dawki jak najniższe. W przypadku DMPS dawka to 1/2-2 mg DMPS na kg masy ciała.

Dawkę należy bardzo stopniowo zwiększać (max o 25%). A. Cutler wielokrotnie wypowiadał się, że wyższa dawka nie oznacza wcale lepszych efektów chelatacji. Każdy organizm inaczej reaguje na zwiększanie dawki. Jej zwiększanie nie jest dozwolone w trakcie cyklu.

Częstotliwość:

– w przypadku chelatowania za pomocą DMSA – co 4 godziny (również w nocy)

- w przypadku chelatowania za pomocą ALA – co 3 godziny (w nocy można wydłużyć okres do 4 godzin)

- w przypadku dawki łączonej ALA i DMSA – co 3 godziny (w nocy można wydłużyć okres do 4 godzin)

- w przypadku chelatowania za pomocą DMPS – co 8 godzin

- w przypadku chelatowania za pomocą DMPS i ALA – co 3 godziny (w nocy można wydłużyć okres do 4 godzin)

- można przyjmować dawkę wcześniej (np. zamiast co 3 godzin można przyjąć dawkę po 2,5 godziny) natomiast nigdy później. Powyższe wskazówki to maksymalny, najdłuższy okres między dawkami.

Stosunek DMSA do ALA – każdy stosunek od 1:2 do 2:1 jest do zaakceptowania

Długość cykli

Minimalna długość cyklu to 62 godziny (2,6 doby) czyli np. od piątku popołudniu do poniedziałku rano. Po cyklu należy przerwać chelatację przynajmniej na tak długo, jak trwał cykl. Rozsądne opcje to 3 dni cyklu/4 dni przerwy albo 3 dni cyklu/11 dni przerwy ale wszystko zależy od indywidualnej tolerancji organizmu.

Inne protokoły chelatacji zakładają nierzadko podawanie tych samych chelatorów ale w większych dawkach i przy dłuższych okresach czasu. Stanowi to duże zagrożenie dla zdrowia chelatowanej osoby. Okres półtrwania chelatora wynosi 4 godziny dla DMSA I 3 godziny dla ALA. Oznacza to, że po tym czasie związek chelatacyjny osłabia swoje wiązania i rozpada się połączenie pomiędzy cząsteczką chelatora i cząsteczką rtęci czy innego metalu ciężkiego. Może dojść do powtórnego osadzenia rtęci w tkankach, czyli tzw. redystrybucji. Np. podanie dużej dawki DMSA raz dziennie przez trzy dni skutkuje takim cyklem: dawka -> redystrybucja, dawka-> redystrybucja, dawka -> redystrybucja. Podawanie DMSA co 4 godziny wygląda następująco dawka -> dawka -> dawka -> dawka -> dawka -> dawka -> dawka -> dawka -> redystrybucja. W ten sposób redystrybucja jest zminimalizowana. Rtęć uszkadza komorki za każdym razem, gdy wchodzi do tkanki i z niej wychodzi. Dlatego należy poczynić najlepsze możliwe kroki, aby zminimalizować ryzyko redystrybucji, w szczególności uwzględnić okres półtrwania chelatora przy ustalaniu protokołu chelatacyjnego.

Praktyczne porady

- chelator można podawać dziecku rozmieszany z wodą czy sokiem (w przypadku stosowania DMSA musi być to kwaśny roztwór soku). Taki roztwór nie może być długo przechowywany – około 6-8 godzin maksymalnie. Przechowywać go należy w lodówce.

- problematyczne jest często podzielenie kapsułki z ALA czy DMSA na równe dawki. Należy pamiętać, że najważniejsza jest częstotliwość dawkowania. Nieistotne, czy konkretna dawka ma 4,75 mg czy 5.25 mg, o ile jest podawana z właściwą częstotliwością. Dzielenie dawek znacznie ułatwia dostęp do wagi aptecznej albo jubilerskiej. W ostateczności można wysypać proszek z kapsułki na czystą powierzchnię i podzielić go za pomocą karty kredytowej lub żyletki na równe części.

- nie dzielimy chelatorow przez podzial roztworu np. strzykawka dlatego ze nie gwarantuje to relatywnie rownych dawek. Najlepiej dzielic proszek,  roztwor chelatora (z woda czy sokiem) jedynie ma pomagac w podawaniu dawek.

Suplementacja podczas chelatacji

Zalecane podczas chelatacji suplementy i ich dawki:

Witamina C: 10 – 40 mg/kg w podziale na cztery dawki dziennie

Magnez: 20 mg/kg w podziale na cztery dawki dziennie

Cynk: 2.2 mg / kg ciala + 20 mg (1mg / funt + 20mg) w podziale na cztery dawki dziennie

Witamina E: 500 IU dziennie ;  w formie naturalnej (d-tocopherol) lub mieszaninie naturalnych tokoferoli. radzi sie unikac synetycznej wersji (dl-tocopherol)

Niezbędne kwasy tłuszczowe (najlepiej olej lniany albo rybi) – 1-3 łyżeczki dziennie

Wyciąg z ostropestu plamistego: 20-80 mg cztery razy dziennie

Molibden: 10-40 mcg/kg w podziale na cztery dawki dziennie

Selen: 2-4 mcg/kg w podziale na cztery dawki dziennie (w formie selenometioniny, selenocysteiny lub drożdzy selenowych. unikac selenitu i innych form)

Witamina A – 5 x dzienne zapotrzebowanie dla danego wieku

Witaminy z grupy B: 12.5-25 mg cztery razy dziennie

Czego można się spodziewać podczas cykli

- często po początkowej poprawie następuje tzw. „stall period” – okres stagnacji. Podczas którego nie ma wyraźnej poprawy. Nie należy wówczas przerywać chelatacji. Według A. Cutlera przynajmniej 9-15 miesięcy chelatacji potrzeba, aby w pełni stwierdzić postęp, który dzięki niej osiągnęło dziecko.

- podczas chelatacji dochodzi często do zintensyfikowania objawów kandydozy, jeżeli dziecko ma problemy z przerostem grzyba w jelicie. Kontrolowanie tej kwestii jest możliwe przy użyciu naturalnych środków powstrzymujących rozrost grzyba i zaostrzenie diety podczas cyklu chelatacyjnego.

- skutki uboczne podczas cykli – m.in. większe uczucia zmęczenia albo hiperaktywność, wyższa temperatura ciała, nieprzyjemny zapach skóry czy włosów u dziecka, wysypki na ciele.

Na każde pytanie odnośnie chelatacji chętnie odpowiemy tutaj.

Różnice między protokołem Cutlera a protokołem DAN – omówione przez dr Andy Cutlera.

donna31


Uwagi dodatkowe

Protokół tak jest zaprojektowany, żeby właśnie w bezpieczny sposób ludzie/rodzice w domu mogli chelatować podając małe dawki, a często. Nie ma niebezpieczeństwa w podjęciu chociażby próby chelatacji. Można odnieść wrażenie ze cały strach przed chelatacją bardziej wynika z tego nagłośnionego obrazu ze chelatacja jest podawana dożylnie, w warunkach szpitalnych, przy lekarzu u boku, i na donosach o komplikacjach, które wynikały u ludzi z używania ogromnych dawek i w zły sposób.

Protokół Cutlera to właśnie zaprzeczenie tego obrazu. Jest tak naprawdę niczym innym jak ułatwieniem organizmu w jego zdolnościach do usuwania rtęci samemu, zdolnościach które sam ma zablokowane.

Wyobraźmy sobie jakby organizm naturalnie sam miał odtruwać- 1)powoli, małymi kroczkami, na przestrzeni jakiegoś okresu czasu. 2) nie agresywnie, w tolerowanych dla siebie dawkach – innymi słowy nie będzie sam wyrzucał więcej rtęci, niż taką ilość, z którą może sobie poradzić.

Dokładnie tymi kryteriami kieruje się protokół Cutlera: 1) dawki tylko takie które są tolerowane i komfortowe 2) rozłożone na przestrzeni iluś dni, bo to właśnie częstotliwość podawania dawek podczas chelatacji, a nie dawka stanowi o skuteczności.

Innymi słowy, protokół naśladuje naturalne mechanizmy detoksykacyjne organizmu, a nawet więcej – usprawnia je i wspomaga dlatego bo:

  1. ludzkie organizmy i tak ewolucyjnie nie są przystosowane do detoksykacji metali, bo czy przez tysiące lat miały je wstrzykiwane do krwi, wdychały opary itp?
  2. dlatego właśnie naturalna substancja organizmu, która wyłapuje metale (glutation) ma tylko jedno wiązanie które może trzymać rtęć, i może tę rtęć zgubić. Chelatory mają dwa takie wiązania
  3. najistotniejszy chelator – ALA jest w pełni naturalną substancją, nietoksyczną, produkowaną przez sam ludzki organizm (w malej ilości), i występującą w pożywieniu, wręcz używaną w leczeniach uszkodzenia wątroby, jak sylimarol, chroniącą tkanki itp.

Mechanizm działania chelatora – ALA

Bierzemy ALA, które wchłania się z przewodu pokarmowego idzie do krwi i “rozprasza się ” do wszystkich tkanek -to właśnie unikatowa zdolność ALA – i tak sobie krąży, krąży po tkankach, używając krwi jako “autostrad”.

I jeżeli przy swojej chaotycznej podróży napotka na atom Hg, tworzy z nim więź dwutiolową o charakterze pierścienia (hg jest zamykane w tym pierścieniu) i dalej sobie krąży po tkankach gdzie chce jako taki chelat Hg-ALA.

W tej podróży oczywiście napotka na główną autostradę – krwioobieg – I STĄD JEST DROGA DO WYDALENIA bo krwioobieg przechodzi przez filtr jakim jest WATROBA.

I to właśnie ona dokonuje filtracji hg-ala z krwi i do wydalenia z żółcią (głównie) do układu pokarmowego chelatu hg-ala i stąd z organizmu (mała część tylko idzie do nerek).
ALA tak naprawdę de facto tylko ułatwia przepływ hg (które bez ala, byłoby zamknięte w tkankach) z tkanek do wątroby.

Dlatego jedna pojedyncza dawka ALA – a juz TYM BARDZIEJ DUŻA – nie ma efektu odtruwającego bo wątroba nie ma dość czasu żeby wyłapać cale ala-hg które wytworzyło się w organizmie.

Dlatego podając w malej dawce, przez 3 dni dajemy wątrobie DOŚĆ CZASU, by dostateczna ilość hg-ala trafiła do krwiobiegu. I dlatego pojedyncze wielkie dawki szkodzą, bo nie ma wydalenia tylko mobilizacja przez ALA (jak napotyka) i porzucenie przez ALA jak trzy godziny się kończą i ALA kończy swoje życie (bo po trzech godzinach jest zmetabolizowane w tkankach).

Mechanizm działania chelatora – ALA a DMSA

DMSA działa w przestrzeni międzykomórkowej. nie wchodzi do jadra komórki -robi to ALA za to.

DMSA będąc w krwi może – na zasadzie pewnych prawd/sił fizycznych, które istnieją między krwią a komórką “zmusić” komórkę do “oddania” rtęci. Sęk w tym, że często organizmy zatrute są zbyt energetycznie upośledzone, by komórki miały dość “sił”/energii, by to zrobić same. ALA za to działa w przestrzeni między- i wewnątrzkomórkowej i dosięgnie rtęć wszędzie, nie tylko w mózgu, także w tych częściach ciała gdzie DMSA nie dało rady.

Poza tym nawet kiedy DMSA wyłapie juz rtęć, nie jest powiedziane, że pojawi się to w moczu! bo dmsa-hg z krwi musi najpierw tam trafić i musi przejść przez nerki i wątrobę,
by to się stało musi dojść do skomplikowanych “operacji logistycznych”, by coś szkodliwego, złego dla organizmu, co jest “stresem”, rzeczywiście przeszło przez te nerki i wątrobę. Między innymi potrzebne są odpowiednie sygnały, hormony, odpowiednia wydolność organizmu – a to już często jest zaburzone u osób czy zatrutych czy po prostu chorych (nawet na zwykłą grypę).

ALA dociera wszędzie, nie tylko do mózgu, wiec zaczynając od ALA, wyprowadzamy rtęć i z organizmu i od razu z mózgu! Pod warunkiem, że podajemy ALA w małych dawkach wg okresu półrozpadu.

ALA właśnie przez swoja właściwość docierania wszędzie jest najsilniejszym chelatorem – bo “wypędzi”, zmobilizuje rtęć z każdego kąta organizmu.

lucky.jinx